Blizny po oparzeniach

[Głosów:0    Średnia:0/5]

To właśnie blizny po oparzeniach bywają najbardziej widoczne i potrafią w bardzo negatywny sposób wpłynąć na nasze samopoczucie i psychikę. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że możemy im przeciwdziałać i próbować je usunąć, tak aby nasza skóra stała się znów gładka i jędrna.

W zasadzie wszystko zależy od tego jak duża i głęboka jest blizna. Wiadomo, że dużo prościej jest usunąć takie które są płytkie i spowodowane są w wyniku działania relatywnie niskiej temperatury. W takich wypadkach mogą wystarczyć zwykłe preparaty przeznaczone do usuwania blizn. Dostępne są one pod postacią kremów i żeli. Ceny są dość przystępne, aczkolwiek wahają się od kilkunastu nawet do dwustu złotych. Ich działanie polega na rozjaśnianiu blizn i jednoczesnym ich ujędrnianiu. Niestety ta metoda sprawdza się tylko przy oparzeniach stopnia I.

W najgorszej sytuacji są osoby u których wystąpiły uszkodzenia związane z III stopniem. Istnieje co prawda jest IV, aczkolwiek w tym wypadku mówi się już praktycznie o zwęgleniu tkanek i temat ewentualnych blizn schodzi na dalszy plan, a ratuje się po prostu pacjenta. Wspomniany trzeci typ oparzeń charakteryzuje się zniszczeniem tak zwanej warstwy rozrodczej skóry, oraz tkanki podskórnej. W tym wypadku zawsze pojawiają się blizny.

Ich wygląd, kształt i głębokość zależy od wielu czynników takich jak czas gojenia się ran, indywidualnych predyspozycji genetycznych, a nawet zdolności regeneracyjnych naszej skóry. Duży wpływ na bliznę mają także lekarze, którzy będą nas leczyć z oparzeń, oraz metody które do niego zastosują. W najlepszym wypadku efekt końcowy może być tak mało widoczny, że nie będzie potrzebna plastyka skóry, a więc wizyta u chirurga. Na szczęście obecnie całkowicie zmieniono podejście w leczeniu oparzeń (kiedyś uważano, że może to trwać co najmniej kilka miesięcy) i próbuje się zregenerować skórę bardzo szybko, tak aby blizny w ogóle się nie pojawiły, bądź też były na tyle małe, że widoczne tylko na opalonej skórze.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*